11-22-2005, 08:42 PM
franek napisał(a):Jeśli mnie jakaś płyta zszokuje, to zdarza się to naprawdę rzadko, może dwie, trzy takie były. Poza tym nie znoszę przerostu formy nad treścią, mnóstwa nieskładnych udziwnień.Przerost formy nad treścią... Często ten argument pojawia się w wypowiedziach właśnie osób, których TMV nie przekonuje. Udziwnienia wg nich w tak dużej ilości stają się czymś sztucznym. Ja pozwolę sobie się z takim stwierdzeniem nie zgodzić, ponieważ słuchałem obu płyt Mars Volty już wiele razy i doszedłem do wniosku, że tak po prostu ma być. Dla mnnie zarówno teksty, te kilkukrotnie już w tym temacie przywoływane połamane rytmy, specyficzny wokal Cedrica, solówki Omara, różne psychodeliczne udziwnienia tworzą całość - żmudnie budowaną koncepcję, dobrze przemyślaną i dopracowaną. Dla mnie to zaleta, uważam, że taki pomysł na muzykę to coś naprawdę dobrego, ale faktycznie, głównie na koncertach dochodzi do czegoś specyficznego (wypowiedź opieram na spostrzeżeniach po przesłuchaniu kilku bootlegów - "Scab Dates dopiero mam zamiar kupić). Koncert to czysty odlot muzyków, rozpoczynają utwory klasycznie tak jak na albumach później następuje kilkuminutowa improwiazacja (bądź co bądź z reguły pasująca do całości), by na koniec znów powrócić wersji z albumu (przy okazji, niech mi ktoś powie jakim sposobem muzycy robią to idealnie, dokładnie w tym samym momencie, skąd wiedzą, że akurat teraz trzeba przestać? to jest wyćwiczone?). Rzeczywiście niektórzy mogą to więc odbierać jako coś sztucznego, robionego na siłę... Ja chciałbym się przekonać jak coś takiego odbiera się na żywo, pewnie dopiero wtedy mógłbym sobie w pełni wyrobić opinię.
Cytat: Na "De-loused in the comatorium" wpadła mi w ucho jedynie "Eriatarka". Poza tym wokal Cedrica mi się nie podoba. Na plus oceniam sekcję rytmiczną (genialna perkusja), połamane rytmy i świetne okładkiMój stosunek do tej płyty jest znany ; ).![]()
![]()
Cytat:Dla mnie jest to kolejny zespół, ktoremu od razu przypięto łatkę "Mesjasza Rocka", tylko dlatego, że grono starszych krytyków znalazło tam (momentami) odniesienia do jazzu, rocka progresywnego - muzyki ich epoki, ich czasów.Te odniesienia są ewidentne, więc nie ma czemu się dziwić. Z tym "mesjaszem rocka" nie przesadzajmy, w ogóle tego typu określenia moim zdaniem są mało warte i z reguły przypinane komuś na siłę. Moim zdaniem rock żadnego mesjasza nie potrzebuje... ;P
Cytat:Pewna dawka hardcore'u, punku- czyli coś, co przecież swój rozkwit przeżywało stosunkowo niedawno, spowodowalo zainteresowanie się Mars Voltą ludzi młodszych.No, a w połączeniu z odniesieniami do jazzu, rocka progresywnego daje to coś niespotykanego, momentami szalonego. Coś czytałem, że w pewnych kręgach słuchanie TMV było trendy, a na koncercie w Wawie pojawiło się dużo właśnie takiej młodzieży chcącej być na topie, chyba jedynie chcącej się pokazać, a tak naprawdę nierozumiejącej tej muzyki. Ale cóż, ja niczego nie jestem w stanie z tym zrobić... Nie moja to wina, że niektórzy tak ten zespół traktują.
PS. nie mam czasu na poprawki, więc za ewentualne błędy stylistyczne utrudniające zrozumienie z góry przepraszam ; ).
[edit]
Kilka literówek poprawionych.

