Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
SW Ep III Revenge of the Sith
#61
co do ulic ja bym mogla mieszkac na ulicy Wookiego. Albo Hana Solo - uroczy był Big Grin
Ale przede wszystkim Darth jakis, ale nie wiem który najbardziej mroczny :lol:

a na filmie jeszcze nie byłam :cry:
Taki strach odczuwa się patrząc w mrok i widząc tam coś, co przymierza się, by cię pożreć

[Obrazek: 482c918c35ffee755d8c200b0b956109.jpg]
 Odpowiedz
#62
Najbardziej mroczny jest Lord Darth Tuomasss :lol: .
"Marysia mała pierdolca miała, pierdolca jasnego jak śnieg.
Gdziekolwiek biegła Marysia mała, pierdolec rozsadzał jej łeb..."
 Odpowiedz
#63
Mozecie mnie zakatowac, pociac i nabic na pal, ale uwazam, ze ten film to total kicha. Mozna bylo sie niezle zanudzic. Najlepsze co, to efekty i muzyka. O tak, muzyka to mi sie podobala. Ale jesli o film chodzi to lucas nie postaral sie...
 Odpowiedz
#64
W przeciwieństwie do Mrocznej Wydmy i Ataku Glonów, które bez wątpienia były badziewne, Zamsta naprawdę zabłysła choć nie jest jednak tak doskonala jak epizody IV,V i VI.
Gods, monsters and men
We'll die together in the end.
 Odpowiedz
#65
albo ja mam jakiś kiepski gust albo nie wiem :? mi się podobały wszystkie epizody, ale z dużą przewagą na pierwsze dwa, a zemsta sithów jest tak jak powinna między I,II a IV,V,VI... to moje zdanie, bo mam taki gust, a fanem gwiezdnych wojen jestem... no i wiernym graczem Jedi Knight: Jedi Academy Tongue
[Obrazek: Filczek.gif]

Chuck Norris przywalił Twojej Starej z Zidane'a.
 Odpowiedz
#66
A ja jestem fanem i w końcu obejrzałem, teraz żałuje, bo nie oglądając nic bym nie stracił... :evil:
http://www.shox.pl My Site
Ruda z moich snów ...
[Obrazek: ruda.jpg]
 Odpowiedz
#67
IV, V i VI epizody to dla mnie absolutny kult (obok Alienów i pierwszych dwóch Terminatorów). I i II epizody są bardzo familijne ale i tak jako że jestem fanem serii uważam je za niezłe. III jest jak to powiedział ktoś przede mną pomiędzy nowymi i starymi, ale udało się wreszcie stworzyć klimat jakie pierwsze dwa nie miały.

Co do gier to SW JA to nic w porównaniu z Crpg KOTOR i KOTOR 2 - ja przy nich zarywałem całe noce. Polecam maniakom serii i maniakom cRPGów.
 Odpowiedz
#68
Asymii napisał(a):Mozecie mnie zakatowac, pociac i nabic na pal, ale uwazam, ze ten film to total kicha. Mozna bylo sie niezle zanudzic. Najlepsze co, to efekty i muzyka. O tak, muzyka to mi sie podobala. Ale jesli o film chodzi to lucas nie postaral sie...

pff...
zgadzam się.
przereklamowany kit, i tyle. już w pewnym momencie byłam skłonna twierdzić, że to jakaś parodia. Big Grin
 Odpowiedz
#69
Recenzja nowej trylogii Lucasa z filmbox.pl. Jako fan wychowany na Starej Trylogii muszę przyznać nic dodać nic ująć

Cytat:Dawno, dawno temu, w odległej Ameryce... Czyli prawie 30 lat temu, mało wówczas znany George Lucas podbił świat. Otóż w 1977 r. do kin trafił film "Gwiezdne Wojny" (dzisiaj znany jako "Gwiezdne Wojny Epizod IV: Nowa Nadzieja"). Nie występowały w nim gwiazdy i nie wyprodukowano go za gigantyczne pieniądze. Ale był to przełom w gatunku science-fiction. Łączył w sobie rewolucyjne efekty specjalne (dzieło Industrial Light and Magic) i wciągającą historię z przesłaniem. Dalsze dwie części: "Imperium Kontratakuje" (1980) i "Powrót Jedi" (1983) były jeszcze lepsze (głównie dzięki zmianie reżyserów). Cała trylogia stała się dla widzów mitologią, fenomenem, który przyciągał do siebie wszystkie pokolenia. Dzięki tym trzem filmom Harrison Ford stał się gwiazdą, muzyka Johna Williamsa trafiła do kanonu i jest jedną z najlepiej rozpoznawanych ścieżek filmowych, a każdy szczęśliwiec posiadający chociażby procent praw do filmu zarabia miliony na wszelkiego rodzaju pamiątkach związanych z trylogią. Nic więc dziwnego, że Lucas zdecydował się dotrzymać słowa i dokręcić kilka części "Gwiezdnych Wojen".

Tak więc powstały trzy prequele: "Epizod I: Mroczne Widmo", "Epizod II: Atak Klonów" i "Epizod III: Zemsta Sithów". Pierwszy z nich zebrał niestety wszystkie możliwe negatywne komentarze. Drugi był już lepszy, ale nadal to nie było "to” - oba te filmy to podręcznikowe przykłady przerostu formy nad treścią. Fascynacja nowinkami technicznymi zdominowała pozostałe ich elementy. Pozbawione magii i klimatu oryginalnej trylogii balansowały na krawędzi kiczu - w szczególności "Mroczne Widmo”. "Zemsta Sithów" to powrót do dawnego stylu, ale nadal nie jest to ta stara trylogia, którą pokochali wszyscy.

Wizualnie filmy są naprawdę dobre. W "Mrocznym Widmie" scena wyścigu, w którym bierze udział Anakin jest rewelacyjnie zrealizowana, to samo tyczy się finałowej bitwy w "Ataku Klonów". Warto też wspomnieć o kończącej ją walce Yody z Hrabią Dooku - wspaniale jest patrzeć, jak skromny i niepozorny staruszek o lasce skacze niczym doskonale wysportowany młodzieniec. Bardzo dobre wrażenie sprawia też motyw pokazywania swoich technik przed walką (swoisty hołd dla kina klasy B). Jednakże nic nie może się równać walce Anakina z Kenobim pod koniec "Zemsty Sithów". Odgrywająca się w iście dantejskiej scenerii, doskonale oddaje dramatyzm sytuacji. Lucas sam zatwierdzał każdy wynik pracy speców od efektów - taka dbałość o szczegóły robi wrażenie. Również dźwięk został doskonale zrealizowany. Reżyser we wszystkich wywiadach powtarzał, że jest on dla niego bardzo ważny - to słychać. Na skarcenie zasługują jedynie... stroje - w szczególności mieszkańców Naboo, z królową na czele. To dziwne, że cywilizacje znające technologie pozwalające na osiąganie prędkości większych od światła nie znają znaczenia słowa "praktyczność".

Spośród idiotycznych dialogów (Lucas nie ma pojęcia, jak je pisać - są głupawe i zbyt wyniosłe) i kolorowych widoków, wyłania się mocno upolityczniona historia (czyżby podtekst do kryzysu demokracji na świecie?). Trzydzieści lat przed wydarzeniami starej trylogii galaktykę spowija niepokój związany z zatargiem pomiędzy Federacją Handlową a planetą Naboo. Jak się okazuje, kryją się za tym działania Sił Zła, chcących osłabić Republikę. Kilka lat później powstaje tajemniczy Ruch Separatystyczny, który zrzesza coraz większą liczbę układów planetarnych i zaczyna zagrażać Republice. Aby ją ochronić, kanclerz Palpatine przejmuje władzę w Senacie, po czym ustanawia Wielką Armię. Wybucha Wojna Klonów...
"Zemsta Sithów" to ostatni kawałek układanki. Reżyser doskonale poradził sobie z połączeniem obu trylogii, przy czym skupił się też na drobiazgach: np. Amidala ma takie same uczesanie, jak miała Leia, w filmie pojawia się Chewbacca, a Ewan McGregor doskonale oddał ducha gry Aleca Guinness'a.

Pustych widowisk I i II epizodu wcale ratowało też aktorstwo. Liam Neeson (tylko "Mroczne Widmo") i Ewan McGregor są dobrymi aktorami, a zwłaszcza, gdy kieruje nimi pewny siebie reżyser, a niestety Lucas takim nie jest. Neeson (Qui-Gon) gra mistrza Jedi w sposób wyniosły - jego postać jest ważna, ale przy tym odnosi się wrażenie, że jest bardzo znudzony. McGregor (Obi-Wan) z kolei, jest zachwycony rolą Jedi i swoim mistrzem, ale jego postać jest sztuczna i pusta (na szczęście w drugiej części jest pewniejszy siebie i bardziej przekonywujący). Obaj, gdzieś pośród wirtualnych obrazów, błąkają się wypowiadając coraz to głupsze teksty. Śliczna Natalie Portman za bardzo przejęła się rolą królowej Amidali i wyszła bardzo sztywno, zabrakło w jej grze ironii - wielka szkoda, że nie wzorowała się bardziej na Carrie Fisher (Leia). I chociaż w "Ataku Klonów" była już lepsza, to w "Zemście Sithów" kompletnie znikła, jednak nie jej winą było, że rola ograniczała się do płakania za Anakinem. Jake Lloyd (młody Anakin) nie potrafi pokazać zła, które drzemie w jego bohaterze. Trudno mieć jednak do niego pretensje, gdyż raczej reżysera należy obarczyć winą za to, że nie umiał nim pokierować. Niestety komputerowe towarzystwo też irytuje, w szczególności głupawy Jar Jar Binks. W "Ataku Klonów" pojawił się Christopher Lee, który w roli mrocznego Hrabiego Dooku jest prawie doskonały, wyjątkowo jak na całą serię... Prawie, bo przypomina Sarumana z ”Władcy Pierścieni”, ale można mu to wybaczyć. Poza tym jest Yoda, który powolutku staje się ważną postacią - kulminacja nastąpi w "Zemście Sithów", gdzie będzie jednym z głównych bohaterów. Do roli starszego Anakina wybrano Haydena Christensena - no i to była chyba najgorsza decyzja podjęta przez osoby odpowiedzialne za obsadę. Aktor stara się, jak może, ale nie potrafi oddać złożonej psychologii Anakina. Jest drętwy, a mimika jego twarzy ogranicza się do trzech min. Druga sprawa jest taka, że Lucas nie radzi sobie ze scenami dramatycznymi, toteż wątek miłosny Amidali i Anakina jest mdły i nudny. Nic więc dziwnego, że młodziutki Hayden tylko słodko wyglądał. W "Zemście Sithów" niewiele się zmienia. Christensen nie potrafi odegrać przemiany, jakiej poddaje się młody Jedi. Jego zmiana poglądów jest zbyt szybka, a jedyne, co na nią wskazuje to ciągłe powtarzanie, że jest zagubiony. Wielka szkoda, bo ta rola mogła być wspaniała! Jedynym aktorem, który naprawdę pokazał się z najlepszej strony był Ian McDiarmid, czyli wielki kanclerz Palpatine. Doskonale oddał zło drzemiące w tej postaci - emanuje grozą i tłamszącą siłą.

George Lucas stworzył jedno z największych dzieł w historii kina, otworzył nowy rozdział filmów przygodowych i sci-fi. Niestety, próbując to kontynuować pokazał też, że nie nadaje się na architekta całości. Jego filmy są nierówne, I i II epizod to porażki, artystyczne zera, a jedyne, co je uratowało, to czar poprzedniej trylogii. Powiedzmy sobie szczerze, gdyby nie to - te filmy przeminęłyby bez żadnego rozgłosu. Na szczęście ”trójka” to co innego, jest mroczna, brutalna, miejscami smutna, pełna patosu i efektów specjalnych, ale niesie też ze sobą ogromny ładunek emocjonalny – jak na przykład scena nakładania maski Vadera na spaloną twarz Anakina, czy rozpacz Obi-Wana. Cała saga przemieniła się z historii rodzeństwa Skywalkerów w smutną historię Anakina. Nagle wszystko nabrało metaforycznego sensu. Saga się dopełniła.
BLOOD SUGAR SEX MAGIK - the best thing since bread came sliced
[Obrazek: redpapryczkipk7.jpg]
 Odpowiedz
#70
Ma ktoś coś do Gwiezdnych Wojen?? Jeśli tak to niech pilnuje swoich jaj, bo wykastruję dziada!! Przepraszam jeśli kogoś obraziłe, jestem fanatykiem Star Wars.
Co do III Epizodu, najbardziej podobał mi się pojedynek między Obi-Wanem Kenobim i Darthem Vaderem.
 Odpowiedz
#71
mi w SW podobają się tylko te miecze a reszta to jakieś farmazony
 Odpowiedz

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości