05-10-2006, 12:33 PM
statekx napisał(a):...metalcore nie jest jakims wielkim polem do popisu, wiec gdzie Ty wylapales ten jego geniusz?
Coby nie mowic o metalcore, to jednak taki Trivium ma mocne melodeathowe korzenie. [co mi oczywiscie pasi bardzo] Wylapalem tam, wylapalem na DVDku. Poza tym to samo o Heafy'm mowia tacy panowie jak Malone, Diamond, czy Chavarri. Cos w tym musi byc.

Cytat:Powiem jednak szczerze, że ostatni "trąd"w metalcore troszkę stara sie "umetalowić" ten gatunek, np. Trivium (którego nie lubię), Bullet for My Valentine (którego nieznosze
) czy "klasyki" w postaci God Forbid (mniam!) lub Shadows Fall (ujdze) są o wiele bardziej złożone w warstwie instrumentalnej (no np. sola wcześniej w tym gatunku nie uświadczyłeś) - tylko chwalić. Niestety ten rozwój nie sięga wokali, które własciwie nie uległy zmianom przez te lata
No to chyba dobrze. Inaczej przestanie to byc metalcore. ;0 Ja sam nie lubilem nigdy metalcore'owego darcia mordy, ale jakis czas temu do niektorych wokali tego typu sie przekonalem. W tym tego z Trivium.
Cytat:EDIT: Dżem -> zajrzałem na myspace'a Capharnaum i przesłuchałem tam obydwa zawarte numery. Progresywy tu zero (przynajmniej w tych dwóch numerach), wokal troszke zbyt core'owy i momentami niektóre zagrywy także. Ogólnie to jednak o wiele ciekawsze od samego Trivium. Do Heafy'ego i tak się nie przekonałem
(kurde... myslałem, że gra tam na gitarze - wtedy miałby szanse
).
W Capharnaum slychac jednak minimalne wplywy Cynic, czyli w jakimstam stopniu progresywny jest. Ze o slyszalnej fascynacji poznym Death nie wspomne.


. Do Heafy'ego i tak się nie przekonałem
(kurde... myslałem, że gra tam na gitarze - wtedy miałby szanse