02-21-2006, 10:23 PM
Miriam napisał(a):Dzisiaj mnie naszło na King Crimson. Słuchałam "Lizard" oraz "In The Wake Of Poseidon". Jeśli chodzi o pierwszy wspomniany album... Muszę go jeszcze przesłuchać co najmniej 10 razy, wtedy się wypowiem. Co do "ITWOP"... Zaraz jak usłyszałam pierwsze dźwięki od razu wiedziałam, że to jest to. Co tu dużo mówić? Urozmaicona płyta, sporo tu jazzu w świetnym wydaniu, duża dawka psychodeli oraz "Cat Food". Po prostu mocarny album. Do debiutu nie mogę się do końca przekonać, a to bardzo dziwne, gdyż "ITWOP" to jego kontynuacja... "Red", podobnie jak "Lizard" muszę przesłuchać jeszcze kilka razy.
Lizard to chyba najtrudniejsza w odbiorze płyta KC. ale gdy sie w nią dobrze wejdzie (lol ? ) to pozostaje się z nia na zawsze. Ja poznawałem ją w aucie wracając z Poznania do Rzeszowa (600km) nocą podczas burzy co dodawało tej jeszcze najdziwniejszej z płyt KC niesamowitości. Rozpoczynający "Circus" to chyba najbardziej przebojowy (jeśli mozna tu tak rzec) utwór z całej płyty z niesamowicie frapujacymi zmianami nastroju oraz wręcz teatralnym śpiewem Haskella. Następujące po nim "Indoor Games" oraz "Happy Family" to crimsonowski polot, frippowskie intrygujące partie gitar przemieszane z psychodelicznymi jazzowymi improwizacjami. Najciekawsze jest to że chwilami masa instrumentów wydaje sie tworzyć pozornie chaos, każdy z nich gra co innego, coś z innej beczki, a jednak tworzy to jedną zgraną całość. Maestria muzyków KC objawia się tu w pełnej krasie. Wieńczący płytę tytulowy 23-minutowy "Lizard" to rozbudowana suita, snująca mroczną crimsonowską opowieść odzwierciedlajacą obrazy z arcyciekawej okładki. Gościnnie udziela się tu znany z Yes Jon Anderson. Reasumując: muzyka trudna, dla wysublimowanego odbiorcy, jednak na pewno godna polecenia jako, podkreślam, najdziwniejsza z płyt Karmazynowego Króla.

