01-30-2006, 05:21 PM
Dizisiaj polska premiera debiutanckiego albumu nastolatków z Sheffield - zespołu Arctic Monkeys - który tydzień temu ukazał się w Wielkiej Brytanii i pobił wszystkie rekordy sprzedaży. Trzeba zaznaczyć, że utwory grupy nie ukazywały się na singlach, nie leciały w radiu. Zespół wcześniej jedynie udostępnił je w internecie, a to wystarczyło, bo zdobyć rzeszę fanów, którzy teraz kupują wydany album.
Pierwszego dnia sprzedaży rozeszło się 120 tyś. egzemplarzy. Dla porównania - więcej niż najnowsze płyty Coldplaya i Franza Ferdinanda, czyli największych obecnie gwiazd na Wyspach, w ciągu tygodnia od premiery. "Whatever People Say I Am, That's What I'm Not" znalazła się na pierwszych miejsach wszelkich list i jak podaje dzisiejsza Gazeta Wyborcza rozeszła się w nakładzie większym od pozostałych 19 płyt z pierwszej 20 zestawienia hitów sprzedaży razem wziętych. Pod koniec tygodnia była już najlepiej sprzedającym się debiutem płytowym w historii brytyjskiej fonografii (bodaj 360 tyś.).
Ja znam narazie jedynie kawałek z pierwszego singla - "I Bet You Look Good On The Dancefloor". I co? Dużo energii, niezła melodia, która wskazuje jednoznacznie stylistykę typową dla brytyjskiej "new rock revolution". Narazie jednak nie rozumiem tego wielkiego zamieszania wokół zespołu - choć już ten jeden kawałek bardziej mi się podoba, niż jakikolwiek autorstwa uwielbianego na Wyspach The Libertines (mnie jakoś mało interesuje), muszę zdobyć ten album i dopiero wtedy się wypowiem.
Ktoś kto słucha takiej muzyki może się wypowiedzieć? Może choć jedna osoba się znajdzie? Ciekawi mnie, czy płyta jest przereklamowana, czy faktycznie to interesujący debiut.
Kamael: przeszliśmy do ogólniejszej dyskusji, więc zmieniam temat ; ).
Pierwszego dnia sprzedaży rozeszło się 120 tyś. egzemplarzy. Dla porównania - więcej niż najnowsze płyty Coldplaya i Franza Ferdinanda, czyli największych obecnie gwiazd na Wyspach, w ciągu tygodnia od premiery. "Whatever People Say I Am, That's What I'm Not" znalazła się na pierwszych miejsach wszelkich list i jak podaje dzisiejsza Gazeta Wyborcza rozeszła się w nakładzie większym od pozostałych 19 płyt z pierwszej 20 zestawienia hitów sprzedaży razem wziętych. Pod koniec tygodnia była już najlepiej sprzedającym się debiutem płytowym w historii brytyjskiej fonografii (bodaj 360 tyś.).
Ja znam narazie jedynie kawałek z pierwszego singla - "I Bet You Look Good On The Dancefloor". I co? Dużo energii, niezła melodia, która wskazuje jednoznacznie stylistykę typową dla brytyjskiej "new rock revolution". Narazie jednak nie rozumiem tego wielkiego zamieszania wokół zespołu - choć już ten jeden kawałek bardziej mi się podoba, niż jakikolwiek autorstwa uwielbianego na Wyspach The Libertines (mnie jakoś mało interesuje), muszę zdobyć ten album i dopiero wtedy się wypowiem.
Ktoś kto słucha takiej muzyki może się wypowiedzieć? Może choć jedna osoba się znajdzie? Ciekawi mnie, czy płyta jest przereklamowana, czy faktycznie to interesujący debiut.
Kamael: przeszliśmy do ogólniejszej dyskusji, więc zmieniam temat ; ).

