01-25-2006, 07:39 PM
Ano, "Strangers In The Night" to obok "Made In Japan" i "How The West Was Won" najpotezniejsza koncertówka jaka kiedykolwiek slyszalem. Panowie maja ogromnego kopa i zgadzam sie z Tomash'em - bez tej kapeli poprostu NIE BYLOBY metalu. Wlasciwie nie wiem czy niektore kawalki UFO da sie jeszcze zaliczyc pod hard rock. Oni graja z wiekszym wykopem niz wiekszosc "wielkich" kapel metalowych. Gitarzysta gra piekne solowki, moim zdaniem na tym albumie bardzo zbliza się umiejetnosciami do takich wielkich gitarzystow jak Page, Blackmore itp. a czasami nawet ich przwyzsza. Perkusista naprawde bardzo dobrze sobie radzi za bebnami, przychodzi mi jedynie na mysl John Bonham ze swoim poteznym uderzeniem. Niestety wokalista ma wedlug mnie dosc przecietny glos, czasami poprostu mnie drazni. No ale to tylko odczucia w pelni subiektywne.
pozdrawiam
pozdrawiam

