01-16-2006, 10:28 PM
Przecież Black Sabbath to grupa, która liczy już prawie 40 lat! Więc jak mogą grywać te same kawałki, jak na pierwszych płytach z Ozzym? Wszyscy się zmieniają, dojrzewają.
Mimo wszystko to Iommi jest filarem BS, on wymyślał riffy, on przez cały czas żyje zespołem.
Muzykę BS można podzielić na kilka etapów: z Ozzym, gdzie wg mnie szczyty twórczości osiągnęli na Sabbath Bloody Sabbath; potem zmiana brzmienia na ciężką jazdę z Dio i Gillanem; potem świetne okolice muzyki progresywnej z Martinem; no i teraz co chwilę z innym wokalem, ale ostro i ciężko.
Najbardziej lubię płytę "Sabbath Bloody Sabbath", a najmniej... 2 pierwsze płytki.
Wokal Ozziego może i nie jest operowy, ale jest nie do podrobienia - nie znam inengo tak metalicznego skrzeku, który okrutnie pasuje do ciężkiej muzyki.
Iommi może wirtuozem nie jest, ale coś tam brzdąkać potrafi - na koncertach grywał mnóstwo bluesowych kawałków, żeby się z niego inni gitarzyści nie śmiali za toporne riffy.
Solowa twórczość Ozziego - tylko pojedyńcze, najbardziej ciężkie utwory. Reszta to papka.
Mimo wszystko to Iommi jest filarem BS, on wymyślał riffy, on przez cały czas żyje zespołem.
Muzykę BS można podzielić na kilka etapów: z Ozzym, gdzie wg mnie szczyty twórczości osiągnęli na Sabbath Bloody Sabbath; potem zmiana brzmienia na ciężką jazdę z Dio i Gillanem; potem świetne okolice muzyki progresywnej z Martinem; no i teraz co chwilę z innym wokalem, ale ostro i ciężko.
Najbardziej lubię płytę "Sabbath Bloody Sabbath", a najmniej... 2 pierwsze płytki.
Wokal Ozziego może i nie jest operowy, ale jest nie do podrobienia - nie znam inengo tak metalicznego skrzeku, który okrutnie pasuje do ciężkiej muzyki.
Iommi może wirtuozem nie jest, ale coś tam brzdąkać potrafi - na koncertach grywał mnóstwo bluesowych kawałków, żeby się z niego inni gitarzyści nie śmiali za toporne riffy.
Solowa twórczość Ozziego - tylko pojedyńcze, najbardziej ciężkie utwory. Reszta to papka.

