01-16-2006, 09:40 AM
Genesis...
Mam gdzieś wszystkie kasety do "Duke" włącznie...
Pierwsza płyta to straszna porażka - jakieś nieudane naśladownictwo The Beatles, ale potem - zaczął się rock progresywny. Oczywiście ich szanuję, ale tak naprawdę uwielbiam tylko jedną płytę "Lamb Lies Down on Broadway" - najbardziej dojrzały okres twórczości z Gabrielem, potem jeszcze kilka płyt do "Duke", a dalszych albumów juz nie mogę słuchać, bo nie lubię popowej papki. Aha - ostatni album z Wilsonem jest prześwietny.
Właściwie - to w porównaniu z Yes - muzyka Genesis jest słabawa - trochę sztywna i drętwa, drewniane brzmienie, dlatego aż tak nie lubiałem pierwszych płyt Genesis.
Z projektów solowych - Collinsa nie znoszę, za to Gabriel jest genialny, ale to już inny temat.
Mam gdzieś wszystkie kasety do "Duke" włącznie...
Pierwsza płyta to straszna porażka - jakieś nieudane naśladownictwo The Beatles, ale potem - zaczął się rock progresywny. Oczywiście ich szanuję, ale tak naprawdę uwielbiam tylko jedną płytę "Lamb Lies Down on Broadway" - najbardziej dojrzały okres twórczości z Gabrielem, potem jeszcze kilka płyt do "Duke", a dalszych albumów juz nie mogę słuchać, bo nie lubię popowej papki. Aha - ostatni album z Wilsonem jest prześwietny.
Właściwie - to w porównaniu z Yes - muzyka Genesis jest słabawa - trochę sztywna i drętwa, drewniane brzmienie, dlatego aż tak nie lubiałem pierwszych płyt Genesis.
Z projektów solowych - Collinsa nie znoszę, za to Gabriel jest genialny, ale to już inny temat.

