10-31-2005, 02:55 PM
Autentyki...
Przez jakiś czas remontowali bruk koło mojego domu. Czego to ja się nie
nasłuchałem... Poszedłem rano do sklepu. Urzędowało już tam dwóch w
kufajkach, Starszy i Młodszy. Młodszy, cały podniecony, krzyczy prawie:
- Panie Majster, Panie Majster, to co, weźmiemy po 2 piwa i połówkę...
Starszy, ze stoickim spokojem:
- Jasiek, luz... Szefowo, pół litra i 2 kubeczki proszę... Wypijem na słońcu
to dojdziem...
**
Jako, że tej zimy będziemy obchodzili z extremalnym księgowym dziesiątą
rocznicę nocnej eskapady do zaśnieżonego Przysieka, nachodzą
reminiecencje... Wtedy (95/96) maczaliśmy palce w cotygodniowych koncertach.
Gwiazdy, gwiazdeczki wschodzące, gasnące, itp.
Tradycją było, żeby zapowiadając artystę napomknąć, kto wystąpi za tydzień:
- Za tydzień wystąpi legenda toruńskiego undergroundu, zespół REJESTRACJA.
I na to do mikrofonu PORTER, John Porter, który już się na scenie
zainstalował:
- Aha, legenda... Jak usłyszałem to słowo, to chciałem tu tydzień zostać, bo
pomyślałem IGGY POP.
**
Rozmawia sobie przed chwilą mój tatko z kolegą. I takie tam gadki szmatki
(tak, faceci też tak potrafią) doszło do zasad ruchu drogowego, przepisów
etc. Nie będę streszczać szczegółów rozmowy, stanęło na tym, że:
Jak nie ma znaku, to przecież jest skrzyżowanie równorzędne i wtedy:
- Jak cię wali z lewej, to jego wina.
- Jak cię wali z prawej, to twoja wina.
...
- A jak cię wali z tyłu, to pedał.
**
Mam fajowską umowę barterową z salonem kosmetycznym. Ja im teksta, oni mi
zabiegi. A ostatnio w ogóle było extra, bo za niewielką pracę dostałam
niezły pakiet usług. Więc chwalę się przyjaciółce, zaraz na drugi dzień po
kilkugodzinnych pielęgnacjach.
- Kaśka, wiesz, co mi Iza zaoferowała? Zabieg upiększający na twarz,
manicure, depilację i fryzjera.
- No i kiedy idziesz? - zapytała moja przyjaciółka
**
Od niedawna mamy z żoną fajny duży dom. Od jeszcze niedawniejsza żona
zaczęła sypiać w innym pokoju:(
Dziś jakoś się tak zdenerwowałem że postanowiłem się zrelaksować
W tym celu chwyciłem za telefon i... dzwonię do żony
...
Nie odbiera. Dzwonię jeszcze raz.
...
Znów nie odbiera. Wysyłam sms o treści:
"choć na dół bo mi stoi"
...
5 minut później otrzymuję smsa zwrotnego od... teściowej.
"nie wiem czy to do mnie czy nie. Daj znać, bo nie wiem czy żona zostawiła
telefon specjalnie czy przypadkiem"
I co ja mam odpisać???
**
Robię poranne zakupy, mleczko, bułeczki, itp., Miło szczebioczemy z panią za
ladą.Za mną ustawiła się żurlandja dzielnicowa (oddać butelki i zamienić
kasę na napitkę) Ja już jestem podliczona, ale zapytałam:
- Po ile u pani ETOPIRYNA jest? (bo co sklep to inna cena!!)
- Zaraz sprawdzę!
A tu za plecami słyszę:
- GOŹDZIKOWEJ, babo, się zapytaj!!, a, nie blokuj kolejki!!!
**
Nowy do nas przyszedł (do schroniska dla bezdomnych - przyp. red.). Jak
każdy nowy, na początku zgrywa cwaniaka. Bajeruje, lawiruje, podrywa
wszystko, co ma płeć przeciwną (czytaj: mnie). Nauczona doświadczeniem, nie
zwracam na to uwagi. Wypełniłam jego kartę mieszkańca i poprosiłam, żeby
poczekał na korytarzu, a ja sprawdzę, które łóżko jest wolne. Znalazłam mu
miejsce na jedynce i wracam doń korytarzem... Pan tymczasem stanął przed
półką z dyżurnymi książkami, które zebraliśmy tu celem rozerwania znudzonych
mieszkańców (Książki zdążyły zarosnąć kurzem). Wyjął sobie jedną, przegląda,
patrzy na stronę tytułową i pyta:
- A to, królowo, co jest? Poradnik?
Spojrzałam na okładkę - a tam:
STEFAN ŻEROMSKI
"LUDZIE BEZDOMNI"
**
Moja młoda lat prawie że 9 o rzeczonej ksywie, przyszła do mnie do kuchni i
pyta:
- Mamusiu.. a czy ja mogę sobie zrobić surówkę marchewkowo jabłuszkową??
- Tak kochanie, możesz....
Zabrała se tarkę, miskę, nożyk, jabłka, marchewkę.... słyszę, że uciera z
mozołem... za chwilę leci:
- Mamooo... a jest śmietana???
- Jest dziecko, weź sobie z lodówki.....
Wzięło se dziecko śmietanę, cukier... przycytryniło nawet suróweczkę... za
chwilę słyszę "Plask!" a za następną chwilę miauczenie jednego z kotów....
Przychodzi Zgroza- pusty półlitrowy kubełek śmietany wyrzuca do śmietnika..
Ja pytam całkiem spokojnie acz ze zdziwieniem, bo wzięła całą śmietanę..
- Dziecko, całą wlałaś do surówki??
- Nie... spadła mi i się wylała...
- To teraz idź i powycieraj....
- Ale ja już wytarłam....
- Przecież nie byłaś po ścierkę...
- Ale ja kotem wytarłam...
- ??? (moja kwestia została wypowiedziana milcząco samymi oczami)
- Oj no mamo, śmietana się wylała, chciałam, żeby Kopernik wylizał. Ani
Pędzel ani Kopernik nie chciał, to wytarłam podłogę Kopernikiem, bo Pędzel
uciekł...
Ja z rozpaczą:
- Dziecko, ale dlaczego męczysz kotki???
- Mamo, ale zobacz: podłoga czysta, koty najedzone i śmietana się tak
całkiem nie zmarnowała...
**
Zawsze myślałem, że mam w pracy opinię miłego, kulturalnego człowieka. Aż do
dzisiaj. Dziś zbuntowałem się przeciwko bestialskiemu pozbawieniu mnie kompa
i ukradłem sprzęt z Działu Marrrketingu. Zaciągnąłem go w swoje leże,
podpiąłem kable i dla pewności zmieniłem hasło. Następnie poszedłem sobie.
Po 30 min. dostałem SMS-a:
"Powiedz jakie hasło założyłeś. "Dupa" i "kurwa" nie pasuje. Nie wiemy
czemu: ( "
**
Jechałem wraz z żoną i dziećmi samochodem. My z przodu, dzieci z tyłu.
Młodszy wziął mały policyjny samochodzik do zabawy, o czym żona nie
wiedziała. Syn patrzy na samochodzik i pyta:
- Mamo, a co to znaczy POLIZEI?
- Synku, to znaczy "poliż mnie" po góralsku...
**
Wszystko zaczęło się od tego, że w ciemnych wiekach podstawówki słuchałyśmy
z kumpelą utworu muzycznego Pt "Kocham cię jak Irlandię". Nagle kumpela
wypaliła:
- E. A co to jest Tębul?
- Że co?
- Bo on tam śpiewa "Wlokę Tębul przez Włocławek.". Ja zawsze myślałam że to
rodzaj plecaka jakiegoś ten Tębul.
Ja na to zrobiłam rotfla, choć wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to, co
zrobiłam było rotflem ponieważ rok był ok. 93 i jeszcze żadnych rotfli na
świecie nie było, po czym wyjaśniłam kumpeli, że chodziło o "Wlokę ten ból
przez Włocławek".
Minęło wiele lat, już po studiach, już z całkiem inną kumpela z podstawówki,
wzięłyśmy się za wspominki z cyklu "A pamiętasz jak.". Przypomniała mi się
anegdotka o Tębulu i zapodałam ją w całości. Obieśmy się uśmiały, po czym
zapadła krępująca cisza. Kumpela najwyraźniej nie załapała. Pytam, ją o co
chodzi a ona:
- A jak tam jest na serio?
Ja - Wlokę ten ból przez Włocławek.
Ona - E. A ja myślałam, że on śpiewa "W Lokętębul".
Ja - W Lokętębul? A co to niby miało by być?
Ona - No nie wiem, chyba jakieś miasto w Irlandii.
**
Dziś w pracy kolega chciał pożyczyć miarkę (tudzież inny przedmiot
pomiarowy), aby zmierzyć odległość... powiedzmy między punktem A i B.
Poszedł do "majstrów" i pyta:
- Macie pożyczyć miarkę?
- A chcesz 50-kę czy 100-kę?
Przez jakiś czas remontowali bruk koło mojego domu. Czego to ja się nie
nasłuchałem... Poszedłem rano do sklepu. Urzędowało już tam dwóch w
kufajkach, Starszy i Młodszy. Młodszy, cały podniecony, krzyczy prawie:
- Panie Majster, Panie Majster, to co, weźmiemy po 2 piwa i połówkę...
Starszy, ze stoickim spokojem:
- Jasiek, luz... Szefowo, pół litra i 2 kubeczki proszę... Wypijem na słońcu
to dojdziem...
**
Jako, że tej zimy będziemy obchodzili z extremalnym księgowym dziesiątą
rocznicę nocnej eskapady do zaśnieżonego Przysieka, nachodzą
reminiecencje... Wtedy (95/96) maczaliśmy palce w cotygodniowych koncertach.
Gwiazdy, gwiazdeczki wschodzące, gasnące, itp.
Tradycją było, żeby zapowiadając artystę napomknąć, kto wystąpi za tydzień:
- Za tydzień wystąpi legenda toruńskiego undergroundu, zespół REJESTRACJA.
I na to do mikrofonu PORTER, John Porter, który już się na scenie
zainstalował:
- Aha, legenda... Jak usłyszałem to słowo, to chciałem tu tydzień zostać, bo
pomyślałem IGGY POP.
**
Rozmawia sobie przed chwilą mój tatko z kolegą. I takie tam gadki szmatki
(tak, faceci też tak potrafią) doszło do zasad ruchu drogowego, przepisów
etc. Nie będę streszczać szczegółów rozmowy, stanęło na tym, że:
Jak nie ma znaku, to przecież jest skrzyżowanie równorzędne i wtedy:
- Jak cię wali z lewej, to jego wina.
- Jak cię wali z prawej, to twoja wina.
...
- A jak cię wali z tyłu, to pedał.
**
Mam fajowską umowę barterową z salonem kosmetycznym. Ja im teksta, oni mi
zabiegi. A ostatnio w ogóle było extra, bo za niewielką pracę dostałam
niezły pakiet usług. Więc chwalę się przyjaciółce, zaraz na drugi dzień po
kilkugodzinnych pielęgnacjach.
- Kaśka, wiesz, co mi Iza zaoferowała? Zabieg upiększający na twarz,
manicure, depilację i fryzjera.
- No i kiedy idziesz? - zapytała moja przyjaciółka
**
Od niedawna mamy z żoną fajny duży dom. Od jeszcze niedawniejsza żona
zaczęła sypiać w innym pokoju:(
Dziś jakoś się tak zdenerwowałem że postanowiłem się zrelaksować
W tym celu chwyciłem za telefon i... dzwonię do żony
...
Nie odbiera. Dzwonię jeszcze raz.
...
Znów nie odbiera. Wysyłam sms o treści:
"choć na dół bo mi stoi"
...
5 minut później otrzymuję smsa zwrotnego od... teściowej.
"nie wiem czy to do mnie czy nie. Daj znać, bo nie wiem czy żona zostawiła
telefon specjalnie czy przypadkiem"
I co ja mam odpisać???
**
Robię poranne zakupy, mleczko, bułeczki, itp., Miło szczebioczemy z panią za
ladą.Za mną ustawiła się żurlandja dzielnicowa (oddać butelki i zamienić
kasę na napitkę) Ja już jestem podliczona, ale zapytałam:
- Po ile u pani ETOPIRYNA jest? (bo co sklep to inna cena!!)
- Zaraz sprawdzę!
A tu za plecami słyszę:
- GOŹDZIKOWEJ, babo, się zapytaj!!, a, nie blokuj kolejki!!!
**
Nowy do nas przyszedł (do schroniska dla bezdomnych - przyp. red.). Jak
każdy nowy, na początku zgrywa cwaniaka. Bajeruje, lawiruje, podrywa
wszystko, co ma płeć przeciwną (czytaj: mnie). Nauczona doświadczeniem, nie
zwracam na to uwagi. Wypełniłam jego kartę mieszkańca i poprosiłam, żeby
poczekał na korytarzu, a ja sprawdzę, które łóżko jest wolne. Znalazłam mu
miejsce na jedynce i wracam doń korytarzem... Pan tymczasem stanął przed
półką z dyżurnymi książkami, które zebraliśmy tu celem rozerwania znudzonych
mieszkańców (Książki zdążyły zarosnąć kurzem). Wyjął sobie jedną, przegląda,
patrzy na stronę tytułową i pyta:
- A to, królowo, co jest? Poradnik?
Spojrzałam na okładkę - a tam:
STEFAN ŻEROMSKI
"LUDZIE BEZDOMNI"
**
Moja młoda lat prawie że 9 o rzeczonej ksywie, przyszła do mnie do kuchni i
pyta:
- Mamusiu.. a czy ja mogę sobie zrobić surówkę marchewkowo jabłuszkową??
- Tak kochanie, możesz....
Zabrała se tarkę, miskę, nożyk, jabłka, marchewkę.... słyszę, że uciera z
mozołem... za chwilę leci:
- Mamooo... a jest śmietana???
- Jest dziecko, weź sobie z lodówki.....
Wzięło se dziecko śmietanę, cukier... przycytryniło nawet suróweczkę... za
chwilę słyszę "Plask!" a za następną chwilę miauczenie jednego z kotów....
Przychodzi Zgroza- pusty półlitrowy kubełek śmietany wyrzuca do śmietnika..
Ja pytam całkiem spokojnie acz ze zdziwieniem, bo wzięła całą śmietanę..
- Dziecko, całą wlałaś do surówki??
- Nie... spadła mi i się wylała...
- To teraz idź i powycieraj....
- Ale ja już wytarłam....
- Przecież nie byłaś po ścierkę...
- Ale ja kotem wytarłam...
- ??? (moja kwestia została wypowiedziana milcząco samymi oczami)
- Oj no mamo, śmietana się wylała, chciałam, żeby Kopernik wylizał. Ani
Pędzel ani Kopernik nie chciał, to wytarłam podłogę Kopernikiem, bo Pędzel
uciekł...
Ja z rozpaczą:
- Dziecko, ale dlaczego męczysz kotki???
- Mamo, ale zobacz: podłoga czysta, koty najedzone i śmietana się tak
całkiem nie zmarnowała...
**
Zawsze myślałem, że mam w pracy opinię miłego, kulturalnego człowieka. Aż do
dzisiaj. Dziś zbuntowałem się przeciwko bestialskiemu pozbawieniu mnie kompa
i ukradłem sprzęt z Działu Marrrketingu. Zaciągnąłem go w swoje leże,
podpiąłem kable i dla pewności zmieniłem hasło. Następnie poszedłem sobie.
Po 30 min. dostałem SMS-a:
"Powiedz jakie hasło założyłeś. "Dupa" i "kurwa" nie pasuje. Nie wiemy
czemu: ( "
**
Jechałem wraz z żoną i dziećmi samochodem. My z przodu, dzieci z tyłu.
Młodszy wziął mały policyjny samochodzik do zabawy, o czym żona nie
wiedziała. Syn patrzy na samochodzik i pyta:
- Mamo, a co to znaczy POLIZEI?
- Synku, to znaczy "poliż mnie" po góralsku...
**
Wszystko zaczęło się od tego, że w ciemnych wiekach podstawówki słuchałyśmy
z kumpelą utworu muzycznego Pt "Kocham cię jak Irlandię". Nagle kumpela
wypaliła:
- E. A co to jest Tębul?
- Że co?
- Bo on tam śpiewa "Wlokę Tębul przez Włocławek.". Ja zawsze myślałam że to
rodzaj plecaka jakiegoś ten Tębul.
Ja na to zrobiłam rotfla, choć wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to, co
zrobiłam było rotflem ponieważ rok był ok. 93 i jeszcze żadnych rotfli na
świecie nie było, po czym wyjaśniłam kumpeli, że chodziło o "Wlokę ten ból
przez Włocławek".
Minęło wiele lat, już po studiach, już z całkiem inną kumpela z podstawówki,
wzięłyśmy się za wspominki z cyklu "A pamiętasz jak.". Przypomniała mi się
anegdotka o Tębulu i zapodałam ją w całości. Obieśmy się uśmiały, po czym
zapadła krępująca cisza. Kumpela najwyraźniej nie załapała. Pytam, ją o co
chodzi a ona:
- A jak tam jest na serio?
Ja - Wlokę ten ból przez Włocławek.
Ona - E. A ja myślałam, że on śpiewa "W Lokętębul".
Ja - W Lokętębul? A co to niby miało by być?
Ona - No nie wiem, chyba jakieś miasto w Irlandii.
**
Dziś w pracy kolega chciał pożyczyć miarkę (tudzież inny przedmiot
pomiarowy), aby zmierzyć odległość... powiedzmy między punktem A i B.
Poszedł do "majstrów" i pyta:
- Macie pożyczyć miarkę?
- A chcesz 50-kę czy 100-kę?

