10-09-2005, 03:04 PM
ReTuRn napisał(a):Nie wiem, czemu tak zimno odnosicie się do "A momentary lapse of resason". Mi ta płytka bardzo się podoba, a napewno wiele bardziej niż "Division Bell", w mym mniemaniu fatalna rzecz- takie cos na koniec działalnosci wydać. Tylko "High hopes" jako taka ratuje ten krazek.Bluźnisz ; ). Ja od "Division Bell" zaczynałem przygodę z muzyką PF - nigdy nie zapomnę jak z kumplem dorwaliśmy ten album i pierwszy raz go przesłuchiwaliśmy. Hehehe, takie fajne wspomnienie.
A "AMLOR" też bardzo lubię, należy do moich ulubionych płyt Floydów, nie rozumiem dlaczego uważacie ją za słabą. Za wyjątkiem niestrawnego dla mnie "Dogs Of War" (nigdy do tego utworu nie mogłem się przekonać) cały album trzyma poziom.
Miriam napisał(a):Oczywiście, katowanie jednego krążka przez dłuższy czas może skutecznie obrzydzić każdą muzykę, nawet PF (dlatego zmuszanie się do słuchania nie ma najmniejszego sensu) Poza tym, muzyka PF na pewno nie jest dobra "na każdą okazję". W moim przypadku zależy to od kilku czynników (min. nastroju i pogody) Za każdym razem odbieram ją inaczej i ciągle znajduję coś nowego. I w tym tkwi magia PF.Oczywiście, dlatego u mnie po okresie słuchania Floydów non stop przyszedł czas, gdy nawet ich płyt nie dotykałem. Nawet w przypadku tak dobrej muzyki można w pewnym momencie poczuć przesyt.

