06-27-2005, 08:30 PM
Ciekawe pytanie. Są zespoły które po stracie wydawałoby się nizastapionego frontmana bez większych problemów się podnosiły, np. AC/DC, Van Halen(oczywiściechodzi mi o zmianę Lee Rorh->Hagar), Deep Purple(Gillan->Coverdale), Black Sabbath(Osbourne->DIO), inne straciły część gfanów, ale nadal grają dobrze, a może nawet pozyskały nowych wielbicieli: Pink Floyd, Misfits, KAT, Black Sabbath z Gillanem i Martinem, Judas Priest z Ripperem, Ironi z Blazem, Sepultura a inne niestety nie były w stanie się podniesć po odejściu frontmana, jak np. INXS lub zeszły na zupełnie dalszy plan jak Sweet, Uriah Heep, Venom(choć Tony Dolan nie jest zły), Destruction bez Schmiera... tak że wg. mnie nie ma tu reguły, choć faktycznie niektórych wykonawców ciężko sobie wyobrazić bez charyzmatycznego frontmana
KelThuz napisał(a):estem pieprzonym fanatykiem ATARI, zwalczam amigowców od roku 1989. Amigowcy to plaga świata, lewica wśród komputerowców, no i oczywiście skrajne pedalstwo

