03-01-2005, 11:18 PM
dawno, dawno temu, za siedmioma górami...
właśnie wtedy i tam lubiłam Chmielewską. Jej pierwsze książki - łatwe, lekkie, przyjemne, w sam raz żeby sobie miło poczytać. Opowieści o rodzeństwie i ich piesku Chabrze, czy też inne starsze.
Tak, znam kilku facetów, co ją kiedyś lubili, ale już nie.
Uważam że owa pani już kopiuje samą siebie wielokrotnie, prawie jak Warhol kopiował obrazki Monroe
Te nowsze książki są wtórne i można o nich powiedzieć "znasz jedną, znasz wszystkie"
No ale z innej strony rozumiem, bo z czegoś trzeba żyć
a Whortona..po prostu nie trawię. Podobnie jak tego od Śniadania mistrzów, jak tam on się nazywał...
właśnie wtedy i tam lubiłam Chmielewską. Jej pierwsze książki - łatwe, lekkie, przyjemne, w sam raz żeby sobie miło poczytać. Opowieści o rodzeństwie i ich piesku Chabrze, czy też inne starsze.
Tak, znam kilku facetów, co ją kiedyś lubili, ale już nie.
Uważam że owa pani już kopiuje samą siebie wielokrotnie, prawie jak Warhol kopiował obrazki Monroe
Te nowsze książki są wtórne i można o nich powiedzieć "znasz jedną, znasz wszystkie"
No ale z innej strony rozumiem, bo z czegoś trzeba żyć

a Whortona..po prostu nie trawię. Podobnie jak tego od Śniadania mistrzów, jak tam on się nazywał...
Taki strach odczuwa się patrząc w mrok i widząc tam coś, co przymierza się, by cię pożreć

