12-29-2004, 11:08 AM
yyy... nie czytuję poezji ;] z małymi wyjątkami, naprawdę mikroskopijnymi. ale napisałam kilka, powiedzmy, wierszy. oto jedyne twory, które popełniłam ^^
BEZSENNOŚĆ
Równy oddech
Śpisz
Śnisz?
O...
Waniliowych lodach dzieciństwa
Entuzjazmie rozbujanej huśtawki
Tyk tyk
Słyszysz?
Zegar
Z...
Melodią melancholijną zamiast Mazurka
I jaskółką bez skrzydeł
To już...?
Świt
Niespokoju zapowiedź
Wstawać
Czas
Nadejdzie nigdy
DEPRESJA SKRAPLA SIĘ POPOŁUDNIU
Od kropli do obrazu
Droga krótka
Wystarczy - kap
Czerwonego
I błękitu - kap
By soczyście spłynął pejzaż
Od łzy do tragedii
Droga mglista
I kap wystarczy
Kap rozmyty
By w niebo szarością kapiące
Uleciało życie
SER-RUM
ser-rum na cierpienia szukam
niedziurawego świadomością
codziennością nie cuchnącego
bez pleśni i żółtej zdrady
morzącego snem alkoholowym
w zatęchłej kajucie, szklanicy brudnej
chrypliwych dźwięków
mam jeszcze coś, co nazwałabym raczej chaotyczną ulirycznioną prozą, takie jedno wykroczenie o drugiej w nocy ;]
WIDZIADŁO
Wpatrując się w pustkę... Co myślisz?
Zamykając oczy... Widzisz coś?
Śniąc... Żyjesz?
Jedząc, sycisz się? Pijąc, gasisz pragnienie?
Słyszysz w ciszy muzykę, czujesz ciepło śniegu?
Skaczesz w głębiny płycizn niezliczonych, lecąc... toniesz?
Irracjonalnie racjonalizujesz, od światła... Ślepniesz?
I hamujesz, hamujesz tak mocno
Tak desperacko się zapierasz
I... co?
Dlaczego spadasz?
Gdzie zgubiłaś kapelusz?
Gdzie kwiat, ode mnie, pamiętasz?
Gdzie Ty?
Gdzie dłoń Twoja?
Czemu nie dosięgasz...
Tu jestem, popatrz, tu, za krzakiem róży
Odbijam się w wodnym lustrze
Patrzę, patrzę
Widzę
Wiem
Ale nie czuję.
BEZSENNOŚĆ
Równy oddech
Śpisz
Śnisz?
O...
Waniliowych lodach dzieciństwa
Entuzjazmie rozbujanej huśtawki
Tyk tyk
Słyszysz?
Zegar
Z...
Melodią melancholijną zamiast Mazurka
I jaskółką bez skrzydeł
To już...?
Świt
Niespokoju zapowiedź
Wstawać
Czas
Nadejdzie nigdy
DEPRESJA SKRAPLA SIĘ POPOŁUDNIU
Od kropli do obrazu
Droga krótka
Wystarczy - kap
Czerwonego
I błękitu - kap
By soczyście spłynął pejzaż
Od łzy do tragedii
Droga mglista
I kap wystarczy
Kap rozmyty
By w niebo szarością kapiące
Uleciało życie
SER-RUM
ser-rum na cierpienia szukam
niedziurawego świadomością
codziennością nie cuchnącego
bez pleśni i żółtej zdrady
morzącego snem alkoholowym
w zatęchłej kajucie, szklanicy brudnej
chrypliwych dźwięków
mam jeszcze coś, co nazwałabym raczej chaotyczną ulirycznioną prozą, takie jedno wykroczenie o drugiej w nocy ;]
WIDZIADŁO
Wpatrując się w pustkę... Co myślisz?
Zamykając oczy... Widzisz coś?
Śniąc... Żyjesz?
Jedząc, sycisz się? Pijąc, gasisz pragnienie?
Słyszysz w ciszy muzykę, czujesz ciepło śniegu?
Skaczesz w głębiny płycizn niezliczonych, lecąc... toniesz?
Irracjonalnie racjonalizujesz, od światła... Ślepniesz?
I hamujesz, hamujesz tak mocno
Tak desperacko się zapierasz
I... co?
Dlaczego spadasz?
Gdzie zgubiłaś kapelusz?
Gdzie kwiat, ode mnie, pamiętasz?
Gdzie Ty?
Gdzie dłoń Twoja?
Czemu nie dosięgasz...
Tu jestem, popatrz, tu, za krzakiem róży
Odbijam się w wodnym lustrze
Patrzę, patrzę
Widzę
Wiem
Ale nie czuję.
