01-15-2005, 06:30 PM
Jak to zobowiązania przychodzą razem z dorosłością?
Dla mnie zobowiązania stają się częścią życia gdy tylko nawiążesz jakąś więź z drugą istotą, niekoniecznie człowiekiem.
Nie mówcie, że boicie się oczekiwań... Albo że ich nie lubicie. No nie wiem, może ja jestem jakimś odszczepieńcem ale ode mnie zawsze się czegość wymagało, a i ja zawsze wymagałam od siebie. To nie działa tylko w jedną stronę. Tak już jest, że stając się częścią społeczeństwa otrzymujemy pewne role, które trzeba spełniać. Nie, nie ma w tym ani krzty zniewolenia jeśli się do tego odpowiednio podejdzie. Co najwyżej jakiś mniejszy bałagan, bo o porządku w dzisiejszym świecie mówić raczej nie można. Jeśli można było kiedykolwiek... Ale mniejsza o to, wracając do tematu - zgadzam się z którymś z przedmówców [gome, mam zawodną pamięć ^^; ] - dorosłość to konieczność przewartościowania zarówno swoich poglądów, podejścia do życia i do ludzi, odniesienia siebie do... w pewnym sensie nowej rzeczywistości.
Bo w zasadzie w świecie wokół nie zmienia się nic bardziej niż zmienia się codzień, to my ulegamy pewnym modyfikacjom [chociaż w niektórych przypadkach można w to szczerze wątpić :>]. Dorastanie jest procesem zdecydowanie ciężkim do opisania, być może dlatego, że odbywa się przede wszystkim na gruncie osobistym i warunkuje jego przebieg nie tylko zasób i rodzaj doświadczeń, ale okoliczności bieżące. A i jego początek raczej od nas nie zależy...
Na pewno nie można oceniać go jako coś negatywnego, w końcu stanowi jakąś ewolucję... I trzeba z niej korzystać.
*edit :) jeszcze odnośnie pozostawania dzieckiem - odwołam sie tu do mojego kochanego złotego środka. W nim cała równowaga i odpowiedniość pewnych proporcji. Bo jeśli facet autentycznie przez całe życie byłby dużym bachorem, to by się go adekwatnie traktowało :>
Myślę, że to jakieś feministyczne powiedzenie, na które nikt nie zna odpowiedniego kontrpowiedzonka tylko i wyłącznie z tego powodu, że jest najzwyczajniej głupie :)
A bycie dorosłym wcale nie oznacza utraty wewnętrznego dziecka. Jedynie infantylności.
Dla mnie zobowiązania stają się częścią życia gdy tylko nawiążesz jakąś więź z drugą istotą, niekoniecznie człowiekiem.
Nie mówcie, że boicie się oczekiwań... Albo że ich nie lubicie. No nie wiem, może ja jestem jakimś odszczepieńcem ale ode mnie zawsze się czegość wymagało, a i ja zawsze wymagałam od siebie. To nie działa tylko w jedną stronę. Tak już jest, że stając się częścią społeczeństwa otrzymujemy pewne role, które trzeba spełniać. Nie, nie ma w tym ani krzty zniewolenia jeśli się do tego odpowiednio podejdzie. Co najwyżej jakiś mniejszy bałagan, bo o porządku w dzisiejszym świecie mówić raczej nie można. Jeśli można było kiedykolwiek... Ale mniejsza o to, wracając do tematu - zgadzam się z którymś z przedmówców [gome, mam zawodną pamięć ^^; ] - dorosłość to konieczność przewartościowania zarówno swoich poglądów, podejścia do życia i do ludzi, odniesienia siebie do... w pewnym sensie nowej rzeczywistości.
Bo w zasadzie w świecie wokół nie zmienia się nic bardziej niż zmienia się codzień, to my ulegamy pewnym modyfikacjom [chociaż w niektórych przypadkach można w to szczerze wątpić :>]. Dorastanie jest procesem zdecydowanie ciężkim do opisania, być może dlatego, że odbywa się przede wszystkim na gruncie osobistym i warunkuje jego przebieg nie tylko zasób i rodzaj doświadczeń, ale okoliczności bieżące. A i jego początek raczej od nas nie zależy...
Na pewno nie można oceniać go jako coś negatywnego, w końcu stanowi jakąś ewolucję... I trzeba z niej korzystać.
*edit :) jeszcze odnośnie pozostawania dzieckiem - odwołam sie tu do mojego kochanego złotego środka. W nim cała równowaga i odpowiedniość pewnych proporcji. Bo jeśli facet autentycznie przez całe życie byłby dużym bachorem, to by się go adekwatnie traktowało :>
Myślę, że to jakieś feministyczne powiedzenie, na które nikt nie zna odpowiedniego kontrpowiedzonka tylko i wyłącznie z tego powodu, że jest najzwyczajniej głupie :)
A bycie dorosłym wcale nie oznacza utraty wewnętrznego dziecka. Jedynie infantylności.
