01-22-2005, 08:41 PM
W zasadzie ciężko cokolwiek o Pink Floyd powiedzieć bez obawy o profanację :) Mimo to spróbuję... Przede wszystkim powalili mnie na kolana pierwszą usłyszaną przeze mnie piosenką i nie była to Wish You Were Here, lecz Hey You. I to był chyba moment, kiedy w końcu znalazłam sedno mojego muzycznego gustu na chwilę obecną. Co można o nich powiedzieć... Nie urzeka mnie ich legendarność, to nie skala, w której powinno się oceniać artystów. Jednak tym, co wyróżnia Pink Floyd, jest zdecydowanie niepowtarzalna prostota tekstów. Nie mówię o banalności, ale o niewyobrażalnie pięknym wyrażaniu uczuć w nieprzesadzonej formie. W dzisiejszych czasach to rzadkość - takie ujmowanie piękna bez zbędnych ozdobników, a mimo to określanie ich sedna.
Oprócz specyficznej subtelności, nuty psychodelicznych klimatów, rozbrajającej szczerości, szerokopojętej trafności i świeżości, odrobiny sarkazmu i ironii, Pink Floyd potrafią dostarczyć również potężny ładunek energii :) Tak na dobrą sprawę stworzyli muzykę dobrą na każdy nastrój.
Bardzo ludzką.
I mimo wszystko zakrapianą pewną dozą nadziei :)
I chyba na tym powinnam zakończyć opiniowanie tej kapeli, nie ma sensu rozbierać ich twórczości na części, myślę, że jest na tyle uniwersalna, że każdy znajdzie jej osobisty wydźwięk.
Oprócz specyficznej subtelności, nuty psychodelicznych klimatów, rozbrajającej szczerości, szerokopojętej trafności i świeżości, odrobiny sarkazmu i ironii, Pink Floyd potrafią dostarczyć również potężny ładunek energii :) Tak na dobrą sprawę stworzyli muzykę dobrą na każdy nastrój.
Bardzo ludzką.
I mimo wszystko zakrapianą pewną dozą nadziei :)
I chyba na tym powinnam zakończyć opiniowanie tej kapeli, nie ma sensu rozbierać ich twórczości na części, myślę, że jest na tyle uniwersalna, że każdy znajdzie jej osobisty wydźwięk.
