09-20-2007, 09:22 PM
Maleńczuk - Hoży Ambroży
Sprawcą wielu był poroży
Słodki sufler - pan Ambroży.
Namiętnie z budki suflera
Artystkom pod suknie spoziera
I pod oczami ma worki,
Gdyż ciągle chędoży aktorki.
Znów głos zamiera w budce suflera -
Zdzisia za rysia już się zabiera.
Śmigła Zdzisia właśnie dzisiaj
Ambrożemu struga rysia.
Nieraz w loży ją Ambroży
Popędliwy nasz chędoży.
Lękliwemi oczy pomocy wyziera
Aktor na scenie niczym palec samotny.
Znikąd pomocy, bo nie ma suflera.
Oto kariery jest koniec sromotny.
Stanął aktor niczym traktor.
Ról zagranych całe mrowie
Aktorzynie miesza w głowie.
Sufler słowa nie podpowie -
Swojej roli się nie dowie.
Stoi aktor niczym traktor.
Aktorzyna zgrywa mima,
Bo suflera w budce ni ma.
Ledwo sobie przypomina
Jak onegdaj w pantomimach
Mistrz lubieżny z nim poczynał.
W teatrze zapadła taka cisza,
Że było słychać jak Zdzisia struga rysia.
Słyszano nawet w najdalszej loży
Jak hoży Ambroży w swej budce chędoży.
Cały teatr nasłuchiwał -
Tak już było tam wesoło -
Jak Ambroży dokazywał.
Wnet i brawa słychać wkoło.
Patrzy tłum, a w lewej loży
Lord Lordozo już chędoży.
Księżna Władzia męczy dziadzia,
Liże Lodzia grafa Bodzia.
Rotmistrz Ksawery rozpina haltery,
Baronowa Barbara gmera w szarawarach,
Miejscowy listonosz założył biustonosz,
Swawoli młody i chuć syci stara.
Wśród gości Ambroży Zdzisię swą prowadza,
Jednemu podpowie, drugiemu doradza.
Kto w miłości błądzi, pyta Ambrożego.
On chętnie wspomoże bliźniego słabego.
Już dziewica z dwu pany swawoli,
Bawi się dzisiaj w swej loży do woli.
Wszystkich - na parterze, jak i w lożach gości -
Ogarnęła mania zbiorowej miłości.
Tak sztuka upadła. Teatrum zostało.
To, co sacrum było, profanum się stało.
Sprawcą wielu był poroży
Słodki sufler - pan Ambroży.
Namiętnie z budki suflera
Artystkom pod suknie spoziera
I pod oczami ma worki,
Gdyż ciągle chędoży aktorki.
Znów głos zamiera w budce suflera -
Zdzisia za rysia już się zabiera.
Śmigła Zdzisia właśnie dzisiaj
Ambrożemu struga rysia.
Nieraz w loży ją Ambroży
Popędliwy nasz chędoży.
Lękliwemi oczy pomocy wyziera
Aktor na scenie niczym palec samotny.
Znikąd pomocy, bo nie ma suflera.
Oto kariery jest koniec sromotny.
Stanął aktor niczym traktor.
Ról zagranych całe mrowie
Aktorzynie miesza w głowie.
Sufler słowa nie podpowie -
Swojej roli się nie dowie.
Stoi aktor niczym traktor.
Aktorzyna zgrywa mima,
Bo suflera w budce ni ma.
Ledwo sobie przypomina
Jak onegdaj w pantomimach
Mistrz lubieżny z nim poczynał.
W teatrze zapadła taka cisza,
Że było słychać jak Zdzisia struga rysia.
Słyszano nawet w najdalszej loży
Jak hoży Ambroży w swej budce chędoży.
Cały teatr nasłuchiwał -
Tak już było tam wesoło -
Jak Ambroży dokazywał.
Wnet i brawa słychać wkoło.
Patrzy tłum, a w lewej loży
Lord Lordozo już chędoży.
Księżna Władzia męczy dziadzia,
Liże Lodzia grafa Bodzia.
Rotmistrz Ksawery rozpina haltery,
Baronowa Barbara gmera w szarawarach,
Miejscowy listonosz założył biustonosz,
Swawoli młody i chuć syci stara.
Wśród gości Ambroży Zdzisię swą prowadza,
Jednemu podpowie, drugiemu doradza.
Kto w miłości błądzi, pyta Ambrożego.
On chętnie wspomoże bliźniego słabego.
Już dziewica z dwu pany swawoli,
Bawi się dzisiaj w swej loży do woli.
Wszystkich - na parterze, jak i w lożach gości -
Ogarnęła mania zbiorowej miłości.
Tak sztuka upadła. Teatrum zostało.
To, co sacrum było, profanum się stało.

