08-24-2007, 11:53 PM
Można wrzucić coś swojego? Hm. Wrzucę. Sporo tego mam, wybrałem trzy. Lubię Bursę, co łatwo da się zauważyć.
Jak umierają rzeczy
Wbił w łeb czasu zardzewiałe brony
Setką igiełek zrondował głowę
I rękę przyozdobił wenflonem
Wołając gdzieś w górę jestem gotowy
Zegar krzycząc spadł z półki na ziemię
Krzywiąc wskazówki w grymasie
Dogorywał spływając smarem
Zrzucił z swych sekund mijania brzemię
----------------------------------
Śpię - nie widzisz?
Dopierocowstanna kawa ziarni się brązem w kubku
głośny skurcz przełyku spowodowany pośniadaniem
a ze starego gramofonu skapuje połamana muzyka
Nigdy nie wiadomo kto zapuka do drzwi
Kolejny niespodziewano-niechiany gość rzucił knykciami
ziarno grochu w tekturowe obicie warującej udomowionej furtki
I po co znów mnie budzisz
Wypalam nerwowego papierosa niszcząc pudełko z ruską czcionką
a okno straszy zaspaną smugą nieotrzeźwiałe spojrzenie
Odejdź
Odwracam się na drugi bok wypinając nagie pośladki
w stronę zapukanych drzwi i całego świata
Śpię
Nie widzisz?
----------------------------------
Gdy kur zapieje
Zburzyło coś sen i wyrwało z łóżka wyjąc
Jak sześćset sześćdziesiąt sześć piotrowych kurów
W tle
Gdzieś na podwróku szczekanie kundla
Którego podły los znów nie dał mu spać
Powróciwszy
Skupiajac ponownie rozproszoną uwagę
W soczewce nerwów w wegłowiu
Namiętnie memląc nieświeże słowa
Puszczam rybi dymek z niemych ust
O
Zrobiłem pokazując język sąsiadowi w oknie
Wyjmując z szafy sznur wijący się z pasją
O
Zaplotłem i odstawiłem stół
Nie zważywszy na rym stanąłem na krześle
Nadąłem mocno głowę by urosła jak balon
Grzecznie przygładziłem zmierzwione włosy
Kątem oka widzę podskakującą ciekawość sąsiada
Na jego poplamionej wczorajszym alkoholem twarzy
a tu
O
Zawisł piękny szafranowy żyrandol
Skupiając się na wyciągnięciu telefonu
Dzwonię i odpowiadam na uprzednie pytanie
TO JA - JUŻ JESTEM NIEŚMIERTELNY
Odłożyłem słuchawkę znów kopiąc zbędny rym
Owijając wszystko w banał poszedłem spać dalej
Jak umierają rzeczy
Wbił w łeb czasu zardzewiałe brony
Setką igiełek zrondował głowę
I rękę przyozdobił wenflonem
Wołając gdzieś w górę jestem gotowy
Zegar krzycząc spadł z półki na ziemię
Krzywiąc wskazówki w grymasie
Dogorywał spływając smarem
Zrzucił z swych sekund mijania brzemię
----------------------------------
Śpię - nie widzisz?
Dopierocowstanna kawa ziarni się brązem w kubku
głośny skurcz przełyku spowodowany pośniadaniem
a ze starego gramofonu skapuje połamana muzyka
Nigdy nie wiadomo kto zapuka do drzwi
Kolejny niespodziewano-niechiany gość rzucił knykciami
ziarno grochu w tekturowe obicie warującej udomowionej furtki
I po co znów mnie budzisz
Wypalam nerwowego papierosa niszcząc pudełko z ruską czcionką
a okno straszy zaspaną smugą nieotrzeźwiałe spojrzenie
Odejdź
Odwracam się na drugi bok wypinając nagie pośladki
w stronę zapukanych drzwi i całego świata
Śpię
Nie widzisz?
----------------------------------
Gdy kur zapieje
Zburzyło coś sen i wyrwało z łóżka wyjąc
Jak sześćset sześćdziesiąt sześć piotrowych kurów
W tle
Gdzieś na podwróku szczekanie kundla
Którego podły los znów nie dał mu spać
Powróciwszy
Skupiajac ponownie rozproszoną uwagę
W soczewce nerwów w wegłowiu
Namiętnie memląc nieświeże słowa
Puszczam rybi dymek z niemych ust
O
Zrobiłem pokazując język sąsiadowi w oknie
Wyjmując z szafy sznur wijący się z pasją
O
Zaplotłem i odstawiłem stół
Nie zważywszy na rym stanąłem na krześle
Nadąłem mocno głowę by urosła jak balon
Grzecznie przygładziłem zmierzwione włosy
Kątem oka widzę podskakującą ciekawość sąsiada
Na jego poplamionej wczorajszym alkoholem twarzy
a tu
O
Zawisł piękny szafranowy żyrandol
Skupiając się na wyciągnięciu telefonu
Dzwonię i odpowiadam na uprzednie pytanie
TO JA - JUŻ JESTEM NIEŚMIERTELNY
Odłożyłem słuchawkę znów kopiąc zbędny rym
Owijając wszystko w banał poszedłem spać dalej

