08-09-2007, 09:59 AM
Mi się w Tunezji śniło, że dostałem się na wydział matematyki na jakimś uniwerku. Uniwerek z zewnątrz wyglądał normalnie, ale w środku był totalny burdel, coś w stylu syfu na budowie cegły, deski, kurz itp. Więc jakiś koleś mnie oprowadza i prowadzi mnie do mojego pokoju w tym "akademiku" (wciąż jesteśmy na uniwerku!). Ku mojemu zdziwieniu zaprowadził mnie do jakiejś jaskini przez jakąś dziurę w ścianie, trzeba było się przeczołgać przez taki tunel. Tam były szafki i półki na książki, jakaś pralka lodówka, telewizor i drzwi, na suficie dziura w stylu rzymskiego atrium. Kolo gdzieś zniknął a ja zdecydowałem się przejść przez drzwi. Po ich otwarciu od razu znalazłem się w jakiejś sali ćwiczeniowej. Jakiś chłop siedział przy tablicy i coś pierdolił. Kazał jakiejś lasce robić zadanie na tablicy, ta podeszła i zaczęła smarować i smarować. Usiadłem gdzieś z tyłu. Mnie to cholernie nudziło, oglądałem się na strony i w ogóle się nie interesowałem co się dzieje. Pamiętam tylko, że laska smarowała te zadanie równiutko. Znała się na rzeczy. Po jakimś czasie przysnąłem i to już w sumie koniec snu.

