07-24-2007, 08:45 AM
No koncert był rewelacyjny, naprawdę było "dla każdego coś miłego", nagłośnienie idealne(śmiesznie to zabrzmi, ale było duuużo głosniej niż na RHCP czy pearl jam), wspaniała scenografia, no i starsi panowie w wyśmienitej formie, nawet jeśli ten powrót jest tylko dla kasy, to ja chce więcej takich powrotów jeżeli mają być na takim poziomie. Collins dużą część koncertu spędził za drugim zestawem perkusyjnym, więc muzyka zabrzmiała naprawdę potężnie, najlepiej wypadły chyba te dłuższe kawałki z ery Collinsa(Home by the sea, Mama, Domino itp), ale te w oryginale śpiewane przez Gabriela niewiele odstawały... kurna, nawet maksymalnie mnie irytujące w wersji studyjnej "invisible touch" na żywo dało radę
Do pełni szczęścia zabrakło mi chyba tylko "knife".
Do pełni szczęścia zabrakło mi chyba tylko "knife".
KelThuz napisał(a):estem pieprzonym fanatykiem ATARI, zwalczam amigowców od roku 1989. Amigowcy to plaga świata, lewica wśród komputerowców, no i oczywiście skrajne pedalstwo

