06-21-2007, 09:44 AM
Mech - przyszli zagrali i poszli. Lubię tą kapelę, ale widziałem ich po raz czwarty, i po raz czwarty grali dokładnie to samo i tak samo... ileż mozna:/ nagłosnienie jak na pierwszy support więcej niż przyzwoite, grali jakieś 25 minut
Orange Goblin - totalna doom stonerowa jazda, świetny gitarzysta, żywiołowy wokal(gość wypił 3 - polskie - browary w ciągu 30 minut
), mieli bardzo dobre przyjęcie, brzmieli też nieźle, tylko wokal był troszkę za bardzo do przodu, ale jak na support, i w porównaniu z ostatnimi koncertami w spodku było naprawdę dobrze, na koniec zagrali kawąłek który sto lat temu był na płycie dołączanej do metal hammera,
i widać że wszyscy kojarzyli tą piosenke, generalnie bardzo dobry występ, też grali ok. pół godziny
no i Black Sabbath. dosyć długo trwały przygotowania, w tym czasie pod sceną niewiadomo skąd przybyło całkiem sporo ludzi(choć frekwencja nie była zachwycająca ale przy takich cenach nie ma się co dziwić). W końcu zgasły światła, z głosników poleciały pierwsze dzwięki "E5150" kurtyna odsłoniła świetną scenografię i największy zestaw perkusyjny jaki widziałem w zyciu, po czym na scenę wbiegli kolejno Vinnie Appice, Tony Iommi(gość od jakichś 10 lat wygląda dokładnie tak samo), Geezer Butler i w końcu Ronnie Dio. Zaczęli najmocniej jak się tylko da - od Mob Rules. Brzmienie po prostu idealne. Selektywnie, i przede wszystkim głośno! setlista wyglądała tak:
01. E5150
02. The Mob Rules
03. Children Of The Sea
04. I
05. The Sign Of The Southern Cross
06. Voodoo
07. Computer God
08. Falling Off The Edge Of The World
09. Shadow Of The Wind
10. Die Young
11. Heaven And Hell
--------------------------------
12. Neon Knights
Przy czym prawie każdy kawałek był zagrany w dłuższej, rozbudowanej wersji, a Iommi odstawił kilka takich solówek że wszystkim szczeny opadły. Było też solo Appice'a. Po koncercie złapałem pałeczkę vinniego, jestem zajebisty
Orange Goblin - totalna doom stonerowa jazda, świetny gitarzysta, żywiołowy wokal(gość wypił 3 - polskie - browary w ciągu 30 minut
), mieli bardzo dobre przyjęcie, brzmieli też nieźle, tylko wokal był troszkę za bardzo do przodu, ale jak na support, i w porównaniu z ostatnimi koncertami w spodku było naprawdę dobrze, na koniec zagrali kawąłek który sto lat temu był na płycie dołączanej do metal hammera, i widać że wszyscy kojarzyli tą piosenke, generalnie bardzo dobry występ, też grali ok. pół godziny
no i Black Sabbath. dosyć długo trwały przygotowania, w tym czasie pod sceną niewiadomo skąd przybyło całkiem sporo ludzi(choć frekwencja nie była zachwycająca ale przy takich cenach nie ma się co dziwić). W końcu zgasły światła, z głosników poleciały pierwsze dzwięki "E5150" kurtyna odsłoniła świetną scenografię i największy zestaw perkusyjny jaki widziałem w zyciu, po czym na scenę wbiegli kolejno Vinnie Appice, Tony Iommi(gość od jakichś 10 lat wygląda dokładnie tak samo), Geezer Butler i w końcu Ronnie Dio. Zaczęli najmocniej jak się tylko da - od Mob Rules. Brzmienie po prostu idealne. Selektywnie, i przede wszystkim głośno! setlista wyglądała tak:
01. E5150
02. The Mob Rules
03. Children Of The Sea
04. I
05. The Sign Of The Southern Cross
06. Voodoo
07. Computer God
08. Falling Off The Edge Of The World
09. Shadow Of The Wind
10. Die Young
11. Heaven And Hell
--------------------------------
12. Neon Knights
Przy czym prawie każdy kawałek był zagrany w dłuższej, rozbudowanej wersji, a Iommi odstawił kilka takich solówek że wszystkim szczeny opadły. Było też solo Appice'a. Po koncercie złapałem pałeczkę vinniego, jestem zajebisty
KelThuz napisał(a):estem pieprzonym fanatykiem ATARI, zwalczam amigowców od roku 1989. Amigowcy to plaga świata, lewica wśród komputerowców, no i oczywiście skrajne pedalstwo

