01-15-2007, 05:34 PM
To specjalnie dla ciebie Raf667 kredki to black romantic gothic erothic metal i nie kocham tylko kredek jest od cholery zespołów które graja bardzo dobrze. starczy przeczytac jaki kolwiek tekst zaspołu BM zeby zaczic o co w tym chodzi ja tu moge wrzucic jeden
�wit Ctulhu
Rozrzuć gwiazdy
Przyćmij ich ďż˝wietlistoďż˝ć
Naszym amniotycznym wymiotem
Wieszczšc narodziny
Kolejnego Piekła na Ziemi
Cienie gromadzš zatrutš hennę dla ciała
Piętno nekrotycznego bydła
Upadek syczšcego pentagramu
Wyrytego głęboko na wrotach koďż˝cioła potępionych
Lecz Odwrót nie jest planowany
Wielka odnowa huczy w ręce
I tylko uciekajšc
Oni będš w stanie pojšć...
Tak kończš się żałosne rzšdy Człowieka
Gdy księżyc wydycha
Za welonem
Z wdowieństwa i chmur
Bibilijnej skali
Podnosimy stawki
W profilu nabitych
Tłumów...
Na tej całowanej wyprutymi wnętrznoďż˝ciami arenie
Przełamana pieczęć pradawnej klštwy
Uwalnia z sejsmicznej wyrwy bestie
O zasięgu błyskawicy i pragnieniu ludobójstwa
Góry teorii archaosu
W zderzeniu jak u planetarnego �witu
Ostrza Apokalipsy
Tnš w strzępy skrzydła gdy łamie się grom
Rozpoďż˝cierajš się wokół ďż˝wiata stršconego w czerń
�wit Ctulhu
Rozbij dom ze szkła
W którym duchy wydychajš
Oczyszczenie duszy
Z cuchnšcej ropš rany
Plaga dawnej prawo�ci
Wszystkich losów utrzymanych w równowadze
Jest kpinš z ukrzyżowanych lalek
Inkwizycja wyłania się
Gdy Słońce traci siły
Rozcišgnie się poprzez niebo niczym Asphodel
Gdy oni płonš żšdzš bez miary
Zwyczajnš w mrocznym Midian
Na płonšce kukły naszych wrogów
Tak rozpoczyna się braterski ďż˝wiat ďż˝mierci...
Gdy zwłoki wiatru wyjš
I budzš z drzemki
Knujšcš rzeszę umarłych
Z przejrzystych całunów
Z oszalałych oczu
Ze sztormu rozpętanego
W czerwieni...
Czas za�lepienia
Wszystkie linie niknš z tej odległoďż˝ci
Rozpuszczajšca się chmara żebraków, kreski szkieletów
Niebiosa ożywajš, by patrzeć na konajšcych
Na ludzkoďż˝ć zepchniętš w baďż˝ń do najętych grobów...
�wit Ctulhu
�wit Ctulhu
Rozrzuć gwiazdy
Przyćmij ich ďż˝wietlistoďż˝ć
Naszym amniotycznym wymiotem
Wieszczšc narodziny
Kolejnego Piekła na Ziemi
Cienie gromadzš zatrutš hennę dla ciała
Piętno nekrotycznego bydła
Upadek syczšcego pentagramu
Wyrytego głęboko na wrotach koďż˝cioła potępionych
Lecz Odwrót nie jest planowany
Wielka odnowa huczy w ręce
I tylko uciekajšc
Oni będš w stanie pojšć...
Tak kończš się żałosne rzšdy Człowieka
Gdy księżyc wydycha
Za welonem
Z wdowieństwa i chmur
Bibilijnej skali
Podnosimy stawki
W profilu nabitych
Tłumów...
Na tej całowanej wyprutymi wnętrznoďż˝ciami arenie
Przełamana pieczęć pradawnej klštwy
Uwalnia z sejsmicznej wyrwy bestie
O zasięgu błyskawicy i pragnieniu ludobójstwa
Góry teorii archaosu
W zderzeniu jak u planetarnego �witu
Ostrza Apokalipsy
Tnš w strzępy skrzydła gdy łamie się grom
Rozpoďż˝cierajš się wokół ďż˝wiata stršconego w czerń
�wit Ctulhu
Rozbij dom ze szkła
W którym duchy wydychajš
Oczyszczenie duszy
Z cuchnšcej ropš rany
Plaga dawnej prawo�ci
Wszystkich losów utrzymanych w równowadze
Jest kpinš z ukrzyżowanych lalek
Inkwizycja wyłania się
Gdy Słońce traci siły
Rozcišgnie się poprzez niebo niczym Asphodel
Gdy oni płonš żšdzš bez miary
Zwyczajnš w mrocznym Midian
Na płonšce kukły naszych wrogów
Tak rozpoczyna się braterski ďż˝wiat ďż˝mierci...
Gdy zwłoki wiatru wyjš
I budzš z drzemki
Knujšcš rzeszę umarłych
Z przejrzystych całunów
Z oszalałych oczu
Ze sztormu rozpętanego
W czerwieni...
Czas za�lepienia
Wszystkie linie niknš z tej odległoďż˝ci
Rozpuszczajšca się chmara żebraków, kreski szkieletów
Niebiosa ożywajš, by patrzeć na konajšcych
Na ludzkoďż˝ć zepchniętš w baďż˝ń do najętych grobów...
�wit Ctulhu
napisano w Midianie

