Posting Freak
    
Liczba postów: 771
Dołączył: Aug 2004
Reputacja: 0
|
o moim "najlepszym zespole na świecie" nie robią filmu... i chwała im za to  . Nie lubię poznawać rzeczy od kuchni, jak oglądam programy o tym, jak gdzie robili jakie efekty specjalne, to mi całą zabawę psuje (przed nowymi Gwiezdnymi wojnami obejrzałam takowy i zupełnie na mnie potem film wrażenia nie zrobił, pomijając już niezbyt ciekawą fabułę). Tak samo film o flaczkach i innych wnetrznościach zespołu popsułby mi zabawę ze słuchania muzyki  . Po co mam wiedzieć, że się kłócą, że mają psychoterapie i inne takie, albo że teraz siedzą i piją piwo i radośnie popierdują... liczy się muzyka i klimat jaki tworzy. Bo muzycy inni są na scenie, a inni gdy kurtyna już opadnie.
Ale to tylko moja opinia
Taki strach odczuwa się patrząc w mrok i widząc tam coś, co przymierza się, by cię pożreć
|
|
| 10-07-2004 09:52 AM |
|
Member
  
Liczba postów: 61
Dołączył: Sep 2004
Reputacja: 0
|
A ja sie pochwalę
byłam an pierwszym pokazie w Polsce, na festiwalu filmowym w Cieszynie.
Sala kinowa - 1200 miejsc. Nagłośnienie takie, że masażyk mi zafundowano poprzez dźwięk. To jest o tyle ważne że przy koncertówkach (szczególnie na początku filmu) całą salą dosłownie trzęsło co niewątpliwie dodawało coś filmowi.
Jeżeli zaś chodzi o samo dziełko - może się wydawać że niby co ciekawego może oferować film o muzykach od kuchni. Ale jak dla mnie, ten film oferuje naprawdę coś niesamowitego. Cała atmosfera, przenikanie się życia publicznego z prywatnym, zastanawianie się nad przyszłością zespołu i - co chyba najważniejsze - całkiem dobrze uchwycony moment procesu powstawania muzyki.
Wyszłam z solidny "k.." na ustach (co jak dla mnie jest nietypowe  )
ale to już kwestia upodobań.
"Words you say never seem
to live up to the ones
inside your head
the lives we make
never seem to get us anywhere
But dead. "
|
|
| 10-11-2004 01:10 PM |
|
Junior Member
 
Liczba postów: 32
Dołączył: Dec 2004
Reputacja: 0
|
Troszkę "odświeżę" ten post 
SKOM oglądałam "w domowych warunkach". Nie spodziewałam się tak ciekawego dokumentu. Bardzo mnie zaskoczyło to, że Robert Trujillo, który na scenie zachowuje się jak rasowy ogr i "pan rozpierducha", w trakcie nagrania siedział sobie potulny jak baranek. W ogóle uwielbiam tego człowieka (kto zna muzykę Infectious Grooves ten wie co on potrafi wyprawiać na basie  ) I tak na marginesie - Hammet ma strasznie pedalski głosik. :wink:
I may be ugly but I'm feelin' fine
(Infectious Grooves)
|
|
| 02-14-2005 05:29 PM |
|
Senior Member
   
Liczba postów: 576
Dołączył: Jul 2006
Reputacja: 0
|
Spodziewalam sie czegos innego po tym filmie. Ale i tak fajny. Szczerze mowiac, to oni nie byli tacy szczerzy do bolu. Moze, dlatego, ze tyle sie o nim slyszalo w miediach i sie spodziewalo czegos, czego nie mowiono w mediach. Film widzialam bardzo dawno, szczerze mowiac wtedy(kiedys tam) na poczatku bardzo mi sie podobal, ale z czasem, stal sie nudny, nie zebym go ogladala na okraglo. Ale i tak najlepsze sceny to kiedy lars sie upija szampanem i sie cieszy ze sprzedazy jego obrazow na aukcji, czy tez kiedy james ise wkurza i trzeska drzwiami i po nim. I przez ten caly czas ma gdzies zespol. z dokumentow o metallice to wole A Year and a Half in the Life of Metallica czy tez cliff'em all. W A Year and a Half in the Life of Metallica zespol jest pokazana(jak i w cliff'em all, ale tam wiecej jest urywkow z koncertow itd) metallica z tej strony "pijokow", szczerze mowiac nie widze zbytnio nic zabawnego w ogladaniu facetow w wieku 40.stu lat i z nastawieniem "juz nigdy nic nie wypije". Nie mowie, ze maja chlac. I tak to byloby dosc zalosne w ich wieku i to ,ze maja rodziny i dzieci. Ale A Year and a Half in the Life of Metallica fajniej sie oglada i...polecam.
B-MOVIES!
|
|
| 11-20-2007 05:23 PM |
|